Dobre Słowo 19.10.2014 r. – XXIX niedziela zwykła

posted by: Ksiądz Leszek Starczewski
Poprawiono: 19 październik 2014

 

 

Dobre Słowo 19.10.2014 r. – XXIX niedziela zwykła

Prawdy bezużyteczne mogą stać się użyteczne

Duchu Święty, obudź nas i otwórz nasze myślenie, nasze serca i przeżywanie na moc mądrości Jezusa, który do nas mówi i jest tu żywo obecny.

Są w naszym życiu pewne prawdy wiary, które pięknie brzmią, np. że Bóg jest miłością, że Bóg jest blisko i czuwa nad całym światem. Nierzadko jednak bywa tak, że te prawdy są dla nas bezużyteczne, czyli nie oddziałują na nasze życie. W kontekście dzisiejszego słowa, które bardzo wyraźnie chce nam uporządkować pewne rzeczy, a dziś zdaje się, że pierwszą jest to, że Bóg jest Panem wszystkiego i rzeczywiście jest bliski, spróbujmy przyjrzeć się tym prawdom, na ile one wpływają na nasze życie, porządkują je w sposób praktyczny, to znaczy dotykają naszego myślenia, relacji z ludźmi albo nie – są, bo są. Mogłoby równie dobrze ich nie być, moglibyśmy też słyszeć inne prawdy. Centralna prawda to bliskość Boga, który jest bardzo mądry, w każdej sytuacji potrafi się odnaleźć i tego samego chce dla swoich dzieci. To znaczy chce, żebyśmy byli mądrzy i żebyśmy odnajdywali się w każdej sytuacji, która nas spotyka.

Bliskość Boga. Dlaczego warto o tę bliskość, mądrego i wszechmogącego Boga zabiegać? Spróbujmy w trzech punktach na to sobie odpowiedzieć.

            Po pierwsze, warto zabiegać o bliskość z Bogiem, bo Bóg nie przestaje trzymać ręki na pulsie świata. To znaczy, że historia każdego kraju, każdej rodziny, każdego człowieka jest ciągle w Jego rękach. Nawet gdyby, jak uczy prawda o tym, że Bóg jest ze swoją Opatrznością nad całym światem, pojawiały się jakieś tragiczne wydarzenia, to one nie utrudniają Bogu trzymania ręki na pulsie świata, tylko tym bardziej przyczyniają się do tego, że Bóg może pokazać, że nawet z beznadziejnej sytuacji jest w stanie wyprowadzić dobro. Nawet ze zła jest w stanie wyprowadzić dobro, bo działa z miłości, a miłość jest pomysłowa. Św. Paweł powie Liście do Rzymian, że Bóg z tymi, którzy Go kochają, wszystko wyprowadza na dobro.

Dlaczego więc warto zabiegać o bliskość z Bogiem? Bo jest Panem całego świata, bo trzyma rękę na pulsie. W Księdze proroka Izajasza, w czasach, kiedy ateiści rządzili światem, nagle prorok otrzymuje słowo o Cyrusie, czołowym ateiście, niesamowicie militarnie zorganizowanym. To potęga na miarę Stanów Zjednoczonych i innych krajów europejskich z ich potencjałem militarnym. Bóg mówi przez Izajasza, że to jest pomazaniec, inaczej mówiąc ktoś, kogo Bóg ma w swoich rękach, chociaż ateista. Nim się posługuje. Ja mocno ująłem go za prawicę, mówi przez proroka Izajasza, aby ujarzmić przed nim narody i królom odpiąć broń od pasa, aby otworzyć przed nim podwoje, żeby się bramy nie zatrzasnęły. I to robię z powodu moich ukochanych, z powodu mojego sługi Jakuba, Izraela, mojego wybrańca.

Niebywałe. Często nawet wściekamy się na ateistów albo patrzymy na nich z dystansem, a nierzadko się nimi Pan Bóg posługuje. Bo jak widzi, że wierzący już stygną i jak ich wiara jest taka, że pożal się Boże, to nierzadko Pan Bóg jakiegoś Cyrusa nam podeśle, jakąś sąsiadkę, która z Bogiem może nie mieć nic wspólnego. Jak nam powie tekst, jak nam dosadzi: Ty do kościoła chodzisz, a tak się zachowujesz? Rzeczywiście, w pięty wchodzi, bo Bóg chce budzić świadomość swoich wybranych, żeby czasem w swoim ciepłym gniazdeczku, w jakże ważnych i cennych modlitwach się nie ululać. Izrael tak miał. Rzeczywiście, tak się przejął Bogiem, był przekonany, że Bóg zawsze czuwa nad nim, więc nic złego się nie stanie i zaczął sobie rozluźniać więzi z Bogiem, stopniowo od Niego odchodzić, aż doszło do tego, że nawet znalazł sobie innych bogów. Izraelici robili sobie dwa, trzy, cztery kulty, które były nie do pogodzenia, bo Bóg mówi dzisiaj przez proroka Izajasza: Jestem Panem i nie ma innego. Nie ma innego. Więc trzyma rękę na pulsie świata, posługuje się nawet najtragiczniejszymi wydarzeniami, nawet niewolą jest w stanie się posłużyć, nawet ateistą, poganinem, kimś, kto nam depcze po piętach, żeby budzić w nas wrażliwość na Niego.

A po czym poznać, że rzeczywiście patrzymy na świat jako na miejsce, w którym Bóg trzyma rękę na pulsie?

Choćby nawet po tym, że gdy ta sąsiadka, sąsiad, ktoś, kto nadepnął nam na odcisk, ktoś, kto w pierwszej reakcji budzi w nas oburzenie – jak mogłeś w ogóle? – do nas się zwróci, to dla nas będzie to okazja do refleksji, a nie do ataku. Zastanowię się: a może ma rację? Muszę nad tym pomyśleć. Po tym poznać, że uwzględniamy, że Bóg trzyma rękę na pulsie, a nie rządzimy się, panoszymy, wydając sądy, potępiając, od czci i wiary odżegnując. Dlaczego warto dbać o bliskość z Bogiem? Bo Bóg nie przestaje trzymać ręki na pulsie historii świata, bo posługuje się nawet ateistami. Bo historia, którą pisze Bóg, to nie jest dzieło ślepego losu, ale jego znaków, znaków Jego miłości.

Dlaczego warto zabiegać o bliskość z Bogiem? Dlatego, że do tej bliskości uzdalnia nas sam Bóg. On tak nas stworzył, że bez tej bliskości jest nam źle. Wpisał to w nas. A ponieważ grzech porobił nam bałagan, dlatego każdy z Jego wyznawców przyjmuje chrzest. A co to znaczy przyjąć chrzest? To znaczy odzyskiwać zdolność do wchodzenia w kontakt z Bogiem przez trzy, jak to Kościół nazywa, cnoty, czyli sprawności, jakimi są wiara, nadzieja i miłość. Św. Paweł, który założył w niejednym miejscu wspólnotę, w Tesalonikach też, zaczynając swój list, który dziś słyszeliśmy, pisze do tych, u których pojawiają się problemy. A gdzie nie pojawiają się problemy? – Dziękuję za was wszystkich, nieustannie pamiętając za was w modlitwach przed Bogiem, pomny na wasze dzieło wiary, trud miłości i wytrwałą nadzieję. Te trzy sprawności uzdalniają nas do tego, żebyśmy mogli oglądać świat jako miejsce, w którym jest Bóg. Na chrzcie otrzymaliśmy ten cały pakiet. Oczywiście, że ten pakiet można zastosować, jak mówią młodzi, w wersji demo, czyli takiej, która nie ma wszystkich funkcji, może być tylko jakąś „tradycyjką”, jakąś „modlitewką”, jakąś „trwogą to do Boga”, ale można rozbudować ten pakiet i uczyć się go ciągle poznawać. A nie mówić, że już wszystko wiem o Bogu. Na początku lekcji religii pytam uczniów, kto z nich jest przekonany, że już o Panu Bogu wie wystarczająco dużo? I proszę mi wierzyć albo nie wierzyć, ale takie są fakty, że nikt nie podnosi ręki. Nie wiem czy ze strachu, czy nie, bo jak pytam czy ktoś wstrzymał się od głosu, to się pojawiają dwie osoby. Ktoś powie, że to są dzieci. Ale każdy ma być dzieckiem przed Bogiem. Ma się Go uczyć. Więc jeśli mamy miny, które mówią, że wszystko wiemy o Bogu i co mi tu będzie mówił ksiądz, ktokolwiek, no to bieda nas spotkała. Jeżeli ksiądz miałby taką minę, jakby już nie chciał wiedzieć o Bogu, jakby już wszystko wiedział, jakby był dystrybutorem łaski, to biedny to ksiądz, to biedny to chrześcijanin. Chrzest nas uzdalnia do tego, żeby szukać Boga. Jesteśmy uzdolnieni do tego, żeby poznawać Jego bliskość. Ale ten chrzest, który daje nam trzy cnoty, to uzdolnienie, które sprawia, że współpracujemy z Bogiem, szukamy Go. Dlatego Paweł mówi: dzieło wiary. Pytajmy się samych siebie o dzieło wiary. Co by powiedzieli na temat naszej wiary, gdyby na przykład dziś wieczorem trzeba było odejść z tego świata. Co by o nas powiedzieli na pogrzebie? Co by powiedzieli o naszej wierze? Co zostawiamy?

W miłości trzeba się trudzić. Kto jak kto, ale rodzice wiedzą o tym najlepiej. Bo prawdziwa miłość rzeczywiście wymaga. Nie jest warunkowa, nie stawia warunków, nie warunkuje jej. Jak się poprawisz, to cię będę kochał, jak zrobisz to czy tamto, to cię będę kochał. Nie. Wymaga. Jan Paweł II powiedział na Westerplatte: Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Trud miłości. No i wytrwała nadzieja. Nie nadzieja na dzisiaj, nadzieja na jutro. Nadzieja rodzi się w sytuacjach beznadziejnych, czyli tam, gdzie wszystko wskazuje na to, że nic, absolutnie nic się nie zmieni. Wtedy zostaje się przy nadziei.

Trzecia odpowiedź: dlaczego warto zabiegać o bliskość z Bogiem? Dlatego, że dla tych, którzy są naprawdę blisko z Bogiem, pułapki życiowe są okazją do poznania i doświadczenia Jego mądrości i mocy. Sytuacje trudne nie są sytuacjami, w których zwycięża rozpacz, w których zwycięża bezradność, ale zwycięża Bóg, zwycięża nadzieja.

Dzisiaj obserwujemy arcyinteligentną i niezmiernie trudną sytuację w. Bóg potwierdza przez swojego Syna, że nie jest nawiedzony w złym tego słowa znaczeniu, że tylko uśmiecha się taki porcelanowy Pan Jezus, że można popatrzeć na Niego, wziąć Go jako figurkę i poobnosić w procesjach, a tak naprawdę to tylko mówi jakieś tam piękne, nieżyciowe kazania. Jezus potrafi wejść w sedno najbardziej gorącego sporu. Chcą Jezusa wciągnąć w bardzo brudny teren życia, czyli politykę, a w naszym kraju nie trzeba udowadniać, że to brudny teren. Sytuacja jest faktycznie trudna. Przychodzą dwa stronnictwa: faryzeusze i zwolennicy Heroda, czyli dwa stronnictwa, które się nienawidziły. Zwolennicy Heroda to byli agenci Rzymu. Rzym okupował tamte tereny. Zwolennicy Heroda robili wszystko, żeby trzymać z Rzymem i doprowadzić do tego, żeby Rzym rzeczywiście panował. Faryzeusze natomiast, nie znosili Rzymu, ale wiedzieli, że na razie nie ma innego rozwiązania. Obydwie grupy się nienawidziły. Ale nagle okazuje się, że nawiązują koalicję. To niesamowite. Posłali więc do Jezusa swych uczniów faryzeusze, razem ze zwolennikami Heroda. Ciekawa rzecz. Warto zauważyć też, że dzieje się to w Jerozolimie. Dlaczego? I tu ważny wątek historyczny. Po śmierci Heroda Wielkiego kraj podzielono na trzy obszary, na każdym z nich rządził jeden z synów Heroda. Na terenie Jerozolimy rządził Archelaos, syn niezwykle krwawy. Państwo pod jego zarządem miało okazję poznać, co to znaczy brutalność i przemoc. Doszło do tego, że ludzie zaczęli się buntować przeciwko niemu i Rzym wkroczył na ten teren, zrzucił ze stołka Archealosa i ustanowił tam namiestnika, prefekta tamtego terenu, który rządził w imieniu Rzymu. Stąd na tym terenie podatki nie były płacone bezpośrednio do Rzymu i rzeczywiście te denary miały wizerunek Cezara. Więc jest teraz okazja, żeby się odgryźć na Jezusie. Tydzień temu Jezus mocno przygadywał do faryzeuszów, że teoretycznie są blisko Boga, a tak naprawdę robią na tym niezły interes, oddalają się od Boga, nie chcą przyjść na ucztę, stoją z daleka. Więc sytuacja jest o tyle trudna, że były wysokie podatki, a po drugie dotyka to polityki. I jak tu nie wciągnąć Jezusa w politykę? Tak mówiono o księdzu Jerzym Popiełuszce, że on się zajmował polityką. Pamiętam jedno zdanie zagorzałych zwolenniczek systemu komunistycznego. Kiedy byłem w liceum, strasznie przeżywaliśmy to, co się dzieje z księdzem Jerzym i pewnie większość to pamięta. W kościele przeciągały się modlitwy o uwolnienie księdza Jerzego, a jedna z pań, która sobie bardzo pozwalała na przykre uwagi względem ludzi wierzących powiedziała: Sam sobie winien, gdyby się w politykę nie mieszał, to by żył. Jeżeli prawda i wolność jest polityką, to co nią nie jest? Jeżeli sprawiedliwość i ochrona praw ludzi, którzy są biedni, nie ma mieć swoich przedstawicieli i swoich ust w osobach powołanych przez Boga, to gdzie ma znaleźć swoich przedstawicieli? Prawda i wolność.

Małe uzupełnienie – kiedy Jan Paweł II pojechał na Kubę, a wiemy, że reżim w wydaniu tamtego terenu był niezwykle też okrutny, to część ludzi ze łzami w oczach krzyczała: Ty jesteś Kubańczykiem! Ty mówisz w naszym imieniu. Więc tam, gdzie często ci, którzy stosują brutalne metody, nie wiedzą już, co powiedzieć, mówią, że jest to mieszanie się Kościoła w politykę, a nie obrona człowieka.

Co robi Jezus w tak napiętej sytuacji? Sprawa jest bardzo trudna, bo masz powiedzieć tak lub nie. A Jezus, z którym warto być blisko, potrafi znaleźć inne rozwiązanie. I to potwierdza, że warto dbać o bliskość z Nim, bo tam, gdzie my widzimy dwa rozwiązania i tylko dwa, On potrafi znaleźć trzecie, bo to Bóg, bo to Pan, który w sytuacjach trudnych objawia swoją mądrość i wszechmoc. Przejrzał przewrotność pytających Go. To nie była złośliwość, która często się nam może zdarzyć, to była zaplanowana przewrotność, a to już jest niebezpieczne. Bo złośliwość, ironia, nawet przejawy cynizmu, które się zdarzają, to nie to samo, o czym mówi greckie słowo tłumaczone przez nas jako przewrotność. To jest zaplanowana, wyrafinowana złośliwość. Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu mnie kusicie, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową”. Co Cezara, to Cezara, co Boga, to Boga. I nie zapomnijcie o tym, sugeruje Jezus, że wszystko należy do Boga, także Cezar wróci do Boga.

Jak to jest z tą moją bliskością i zabieganiem o bliskość z Bogiem w praktyce?

Na ile prawda o tym, że Bóg trzyma rękę na pulsie, że zostaliśmy uzdolnieni do tego, by Go znaleźć, i że On z najtrudniejszych sytuacji znajduje rozwiązanie, wpływa na moje życie?

Ksiądz Leszek Starczewski