Dobre Słowo MŁODYM 03.09.2014 r.

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 04 wrzesień 2014

 Dobre Słowo 03.09.2014 r.

1 Kor 3,1-9; Ps 33,12-15.20-21; Łk 4,18; Łk 4,38-44

                                                    Nie ubóstwiając miłości

            Duchu Święty, pomóż nam odkryć, że to nie banialuki, nie duby smalone, ale słowo życia, które Jezus daje każdej i każdemu z nas. Na każdego serce kładzie swoje słowo i każdy może znaleźć tu coś dla siebie na etap życia, na którym teraz jest. Jedno jest pewne, ile jest tutaj osób, tyle jest różnych wrażeń na temat życia. Jedno jest też pewne, każda z tych osób, z nas jest na głodzie miłości, każdy chce być kochanym i kochać. Niektórzy są rozczarowani, że to nie idzie tak, jak by mogło iść. Inni są może znużeni, jeszcze inni zrezygnowani, ale wszyscy potrzebujemy miłości. Wszyscy jej potrzebujemy. Nawet, gdyby okazało się, że w tym szukaniu miłości jesteśmy na pozycji osób, które w tej chwili uważają, że to chyba nie dla nich, to nie jest tak. Nie przeskoczymy tego tematu.

Nieraz to powtarzałem, dziś powtórzę z mocą, że gdyby zniknęły wszystkie egzemplarze Pisma Świętego, a z całego świata został tylko jeden, z tego jednego egzemplarza została tylko jedna księga, z tej jednej księgi został tylko jeden werset: Bóg jest miłością, to zostaje wszystko, co potrzebne nam do życia. Bóg jest miłością, to znaczy, że miłość jest z Boga.

Schody zaczynają się wtedy, kiedy z miłości robimy Boga, bo Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem. Jeśli z miłości robi się bóstwo, to źle się skończy, bo miłość nie jest Bogiem. Bóg jest miłością. Bardzo istotna prawda. Czasem można się tak przywiązać do drugiego człowieka, chłopak do dziewczyny, że zrobi z niej bóstwo. Dziewczyna by chciała być boginią. No problem, ale boginią w przenośni. Przyssać się tak do chłopca, żeby myśleć, że on da pełnię szczęścia, to znaczy siebie i jego skazać na przegraną, bo żaden z ludzi nie jest w stanie dać pełni szczęścia. Może na nie naprowadzić, ale nie da jej w pełni. Nie ma takiego człowieka. Często w naszych rozmowach, szczególnie wtedy, kiedy mamy jakiegoś dolca, albo kiedy naprawdę nie chce się już z nikim gadać, pojawi się na horyzoncie jedna jedyna rozmowa, z którą jeszcze moglibyśmy porozmawiać, do której moglibyśmy jeszcze otworzyć gębę i nie jest to dentysta, wtedy może się pojawić pokusa, żeby chcieć, aby ona dała nam odpowiedzi na wszystkie pytania. Ona tego nie zrobi. Ją się zamorduje i siebie samego zamęczy.

            Wpadł na to św. Paweł, który głosił Boga, który jest miłością, który stając wobec ludzi mających ogromne oczekiwania wobec niego, w pewnym momencie zauważył, że ludzie słuchający tych, którzy głosili Boga miłości zaczęli się dzielić między sobą i przyssywać do poszczególnych głosicieli: Ja jestem Pawła, ja jestem Apollosa, ja jestem Kefasa. Zaczęli znajdywać takich ulubieńców, a Paweł mówi: Ludzie zwariowaliście? Kim jest Apollos? Kim jest Paweł? Nie przyssywaj się i nie przyspawaj się do człowieka. Bądź z nim blisko, ale nie zapomnij, że on jest darem Boga. To Bóg przez niego do ciebie coś mówi.

Ktoś może być na razie na etapie, że kompletnie nie trafia do niego Msza Święta, może być na etapie, że nie rozmawia z Bogiem nawet przez modlitwę, ale ma przyjaciela i to jest jego czas odkrywania Boga, bo przez tego przyjaciela w tej chwili do niego mówi Bóg. Na razie nie powie do niego tak przez Mszę Świętą, spowiedź, modlitwę, ale mówi przez przyjaciela. Przy czym przyjdzie taki moment, w którym odkryje, że przyjaciel też jest zawodny, bo przyjaciel może naprowadzić na źródło miłości, która jest w Bogu, ale nigdy nie zastąpi tej miłości. Najczęstsze dramaty, tragedie, rozstania w przyjaźniach, narzeczeństwie, małżeństwie zaczynają się tam, kiedy jedna strona oczekuje od drugiej, że będzie dla niej Bogiem. Nie będzie, bo nie ma takich kompetencji. Stąd, kiedy dzisiaj słuchamy tego słowa jesteśmy troszeczkę zaproszeni do tego, by przyjrzeć się naszym relacjom. Czy twój chłopak, twoja dziewczyna jest darem Boga, czy już Bogiem? Czy twoje kapłaństwo jest dla ciebie czymś, co naprowadza cię na Boga, czy zrobiłeś z niego już Boga?

Dzisiaj słowo nas o to, pyta. Po co? Żeby troszeczkę nam uporządkować pewne sprawy. Jak nie będziemy się traktować jako bogowie, oczekując od siebie nie wiadomo już czego, to będziemy w stanie odciążyć się i odciążyć tę drugą osobę ze spraw, zachowań, których nie jest w stanie nam dać. Podobnie jest też w relacji do rzeczy. Można z rzeczy zrobić bóstwo. Przy czym to bóstwo nie odwzajemnia uczuć. Bóg – tak. Pytajmy samych siebie, porządkujmy także na początku roku szkolnego nasze spojrzenie na to, co dzieje się w naszym życiu. Św. Grzegorz mawiał, jak miał sporo obowiązków, że jak rozpoczynał dzień, powiedzielibyśmy naszym językiem, że miał dużo lekcji, mówił: Sorry, wszystkiego nie jestem w stanie zrobić, wybieram to, co najważniejsze. Wszystkiego nie jestem w stanie uzyskać od mojego chłopca, od mojej dziewczyny, kolegi, koleżanki. Uzyskuje to, co jest w ich kompetencjach, żeby nie zrobić bożka z osoby ani z rzeczy.

O to prośmy Chrystusa, który ucieka dzisiaj w Ewangelii przed ludźmi, którzy chcieli Go zatrzymać u siebie i mieć Go tylko takiego personal Jesus, swojego osobistego, takiego, którego nikomu nie dasz. Ucieka, bo innym też trzeba głosić.