Dobre Słowo od Was - Niedziela Chrztu Pańskiego

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 12 styczeń 2014

W naszej drużynie

To ważne, jaki obraz Boga nosimy w sercu. To ważne, czy ciągle czujemy się oceniani i wmawia nam się, że musimy zasłużyć na miłość i uwagę, albo czy czujemy się ignorowani, niewysłuchani i z zazdrością patrzymy na obrazy świętych z oczami utkwionymi w niebie. Każdy z nas ma w sobie jakiś obraz Boga. I w modlitwie albo spotyka się z sędzią – bezdusznym urzędnikiem, albo z Ojcem. To są obrazy skrajne, ale ile ludzi, tyle różnych doświadczeń.

Co więcej, nawet mając świadomość ulotności naszych doznań, ciągle – czy to przez opinie, czy w relacjach z innymi – głosimy właśnie taki obraz Boga, jaki nosimy w sercu.

            Słyszeliśmy o Bogu Stworzycielu. Słyszeliśmy o Bogu, który wyprowadził swój naród z Egiptu. Może taki Bóg budzi w nas trwogę, szacunek, ale najczęściej czujemy dystans i obawę, żeby przypadkiem nie wpaść w Jego ręce.

            A czy słyszeliśmy o Bogu delikatnym i czułym? O Bogu cierpliwym? O Bogu łagodnym i wybaczającym? Co więcej, dzisiejsze czytania nie tylko mówią o takim Bogu, ale zapraszają nas do wejścia w relację z Bogiem, który cierpliwie czeka, nie podnosi głosu, nie wścieka się ani nie wygraża pięściami. Słuchamy Dobrej Nowiny o Bogu czekającym na człowieka. Bogu, który nie się nie zniechęci, ale będzie pielęgnował w nas najmniejszy fragment dobra.

            Czy istotą naszej wiary są przykazania? Ile razy słyszeliśmy: Nigdy więcej! Nie wolno! To taki straszny grzech! Nie wstyd ci?!

            Jednak, jak uczy nas papież Franciszek, sednem wiary jest nasza relacja. Albo szukam relacji z Bogiem, który pragnie być ze mną, albo chcę spełniać przykazania, które – w razie czego – usprawiedliwią mnie na sądzie.

            Jezus przyszedł, aby być po naszej stronie. Nie żeby się rządzić z nieba i i nas punktować, jacy to powinniśmy być, ale nie jesteśmy, bo grzech zalewa nam dusze. Stał się taki, jak my. Doświadczył narodzin, wzrastania, dojrzewania, pewnie także głodu i chorób. A przechodząc przez ziemię, nie skazywał nikogo na potępienie, ale – jak czytamy dziś – uzdrawiał wszystkich!

            Jezus przyszedł grać w „naszej drużynie”. Po naszej stronie. I w grze w życie jest tak dobry, że jest w stanie przeprowadzić każdego z nas – do zwycięstwa. Co wcześniej było niemożliwe – teraz jest normalne. Mając takiego Kapitana, nasza drużyna już wygrała, tyle że trzeba słuchać, co On mówi, nie rezygnować z codziennych potyczek i nie schodzić z boiska przed ostatnim gwizdkiem.

            On sobie da z nami radę. I z całym światem też.