Drukuj

Dobre Słowo od Was - XXII niedziela zwykła

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 31 sierpień 2013

Zatańczymy? :)

Słyszymy dziś w Ewangelii przypowieść o zapraszaniu na ucztę ubogich, chromych i ślepych. A rzeczywistość jest taka, że Tym, który zaprasza, jest nasz Ojciec Niebieski. On zwołuje nas – biednych, pobitych, połamanych – byśmy z Nim się cieszyli. Czy możemy Mu dać coś w zamian? Na co liczy każdy gospodarz przyjęcia? Chyba przede wszystkim na tu, że goście będą się świetnie bawić, a potem przed długie lata opowiadać: No, taka impreza nieczęsto się zdarza!...

 

Zatańczymy? :)

W tradycji Izraela człowiek nie może być dobry. Bo dobry jest tylko Bóg. Człowiek może być co najwyżej sprawiedliwy – i taki cieszy się powszechnym poważaniem jako cadyk – określenie nam na pewno znane.

            Jak jednak stać się sprawiedliwym albo jak mieć potwierdzenie, że jest się sprawiedliwym? Bo powszechne poważanie w otoczeniu słusznie wydaje się nie do końca wystarczające.            

Otóż sprawiedliwy cieszy się Bogiem. To coś z tego, że chrześcijanin jest człowiekiem radosnym, ale i coś więcej. Bo każdego z nas dotykają przeciwności i zgryzoty. Każdy ma co jakiś czas ochotę zakląć i wypisać się z życia, które radości nie daje, a raczej rozczarowuje. A sprawiedliwy PONAD to wszystko, co go otacza i co on przeżywa – raduje się Bogiem.

Naszym powołaniem jest cieszyć się Bogiem. Cieszyć się Jego obecnością i tym, czego dokonuje w naszym życiu. Dla człowieka wierzącego wszystko prowadzi do Boga. I radość, i upokorzenie, i każde zdarzenie jest okazją do wyrażenia wdzięczności, bo tak objawia się właśnie przeżywanie bliskości łaski.

Nie wierzymy bowiem w Boga dalekiego i strasznego, ale bliskiego, miłującego. Ilekroć mamy obraz Boga, który sądzi, tyle razy wyrok sądu brzmi: Niewinny!, bo już odkupiony krwią Chrystusa. Samo uświadomienie sobie tego faktu i uzmysłowienie jego znaczenia wprowadza nas w bliskość Boga i rodzi chęć... otwarcia się na więcej.

Ile razy słyszymy o modlitwie uwielbienia, ile razy na Mszy wyrażamy uwielbienie Boga, to przez liturgię ma wybrzmieć nie drętwy śpiew, ale radość. Właśnie radość dzieci, które inaczej nie są w stanie odwdzięczyć się Ojcu – jak tańcem na Jego cześć.

Słyszymy dziś w Ewangelii przypowieść o zapraszaniu na ucztę ubogich, chromych i ślepych. A rzeczywistość jest taka, że Tym, który zaprasza, jest nasz Ojciec Niebieski. On zwołuje nas – biednych, pobitych, połamanych – byśmy z Nim się cieszyli. Czy możemy Mu dać coś w zamian? Na co liczy każdy gospodarz przyjęcia? Chyba przede wszystkim na tu, że goście będą się świetnie bawić, a potem przed długie lata opowiadać: No, taka impreza nieczęsto się zdarza!...

Słowa uwielbienia – czyli radości i zachwytu – nie przejdą przez usta człowieka pysznego. Jeśli ktoś uważa się za statecznego, poważnego chrześcijanina, a nie potrafi się cieszyć swoją wiarą, to znaczy, że wiarą nie żyje. I na uczcie może zostać poproszony o zajęcie ostatniego miejsca, bo na kolanach Ojca siedzą dzieci, a nie sztywniaki – ponuraki. Oni niech zajmą miejsce przy wyjściu. I naprawdę, wiek tu nie ma żadnego znaczenia. Liczy się serce.

To co, zatańczymy?