Dobre Słowo 26.03.2013 r. – Wielki Wtorek

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 27 marzec 2013

Dziś słowo zaprasza nas do tego, by wydało się to, co kryją zamysły naszego serca. Jesteśmy zaproszeni do tego, żeby Jezus został wydany.

            Ale po kolei. Fragment z dzisiejszej Ewangelii – jak zauważają komentatorzy – jest jednym z nielicznych fragmentów Pisma Świętego, w którym Jezus aż tak intensywnie ujawnia to, co się w Nim dzieje. Zaczyna się opisem, który będziemy rozważać w Wielki Czwartek, kiedy Jezus, umiłowawszy swoich na świecie, do końca okazuje swoją miłość i umywa im nogi.

 

Dobre Słowo 26.03.2013 r. – Wielki Wtorek

Iz 49,1-6; Ps 71,1-6.15.17; J 13,21-33.36-38

Oby się wydało

            Panie Jezu, jakaś część z nas nie chce słuchać Twoich słów, a jeśli już, to słucha tylko takich, które już zrozumieliśmy, przetrawiliśmy, przepracowaliśmy, które nas nie ruszą, nie zmienią radykalnie. Czyli jakaś część z nas nie chce słuchać Ewangelii. Ale jest też w nas nikły płomyk, który przy pomocy Twojego Ducha może zostać rozpalony. Rozpal w nas pragnienie Twoich słów. Daj usłyszeć Twój głos, Twoje orędzie i daj siłę potrzebną do tego, żeby uwierzyć, że słowo działa, żyje, zbawia tu i teraz, w tym czasie.

            Wczoraj wspominaliśmy o tym, że jakoś przy tym Panu mamy się odnaleźć. Jakoś, czyli w szczerości, w tej sytuacji, w której jesteśmy. Mamy zostawić na boku to, jacy powinniśmy być przy Panu po to, żeby odnaleźć się takimi, jacy jesteśmy – w szczerości, która nie musi być prawdą. Bo szczerość jeszcze nie jest prawdą, ale jest tą częścią w nas, która w tej chwili się dzieje, rozgrywa. To jest nasz punkt wyjścia do tego, żeby spotkać Jezusa. Właściwie jest to ten punkt wyjścia, w którym Jezus może nas odnaleźć – szczerość. Nawet najbardziej przerażająca, budząca lęk, paraliż albo jakąś głupkowatość czy radość – ale tylko szczerość jest kluczem do spotkania.

            Dziś słowo zaprasza nas do tego, by wydało się to, co kryją zamysły naszego serca. Jesteśmy zaproszeni do tego, żeby Jezus został wydany.

            Ale po kolei. Fragment z dzisiejszej Ewangelii – jak zauważają komentatorzy – jest jednym z nielicznych fragmentów Pisma Świętego, w którym Jezus aż tak intensywnie ujawnia to, co się w Nim dzieje. Zaczyna się opisem, który będziemy rozważać w Wielki Czwartek, kiedy Jezus, umiłowawszy swoich na świecie, do końca okazuje swoją miłość i umywa im nogi.

            Jesteśmy już po tej scenie, kiedy Jezus tłumaczy pewne rzeczy swoim uczniom: Wiecie, co zrobiłem. Wasz Mistrz i Nauczyciel takie rzeczy robi. Wiecie o wielu rzeczach. Ale jeżeli chcecie ich doświadczać – powie im Jezus – to zacznijcie to stosować, zacznijcie tak robić. Zobaczycie, że one działają.

            W tej chwili doznaję głębokiego wzruszenia – mówi Jezus. Tłumaczenie paulistów podaje, że został wstrząśnięty do głębi: Po tych słowach Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadcza. Jezus zostaje do głębi wstrząśnięty, to znaczy, nie jest zgorszony. Za chwilę powie coś, co będzie wstrząsające dla nich.

Wejdźmy w ten klimat: Jesteśmy na kolacji, rozmawiamy z kimś bliskim, kogo zaprosiliśmy. Nagle okazuje się, że zaprosiliśmy kogoś, kto nas sprzedał, kto powiedział o naszych najbardziej tajemniczych rzeczach. Jest to klimat mniej więcej naprowadzający nas na tę sytuację.

Głęboki wstrząs Jezusa nie oznacza, że On mówi: Boże, Judaszu, jak mogłeś to zrobić? Dlaczego ty, Piotrze? Chłopaki, co się z wami stało? To nie jest ten wstrząs.

Jezus jest do głębi poruszony jako prawdziwy Człowiek, jako prawdziwy Bóg, widzący, że nadciąga zwycięstwo, że przychodzi chwała, że Ojciec pokaże ogromną miłość – miłość zwycięską. Tylko jeszcze trzeba przejść przez krzyż. Uczniowie jeszcze teraz tego nie pojmują.

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, że w dzisiejszej Ewangelii bardzo często pojawia się słowo teraz: Jeszcze teraz nie możesz tego pojąć, Piotrze. Jeszcze nie teraz. Teraz mnie Ojciec otacza chwałą. Nie pojmujecie tego, ale teraz mnie otacza chwałą.

Jezus stwarza klimat, w którym jest mnóstwo światła, ciepła. Aż się chce być przy takim Jezusie. Uczniowie są zauroczeni. Chłopaki są tak zauroczeni, że nie wiedzą, o czym Jezus mówi. Jest światłość, jest pięknie. Niesamowite jest to, że Jezus widzi chwałę. Stwarza klimat, rozmawia z nimi jako z kimś, kto jest Mu najwierniejszy, kto nie zrobi niczego złego. On widzi ich już takimi. Niesamowite, wiedzieć o tym, że ktoś mnie zdradzi, sypnie, a traktować go jak najlepszego przyjaciela. Wiedzieć o tym, że ktoś będzie miał trafiony strzał, że dotknie mnie do żywego, że uderzy mnie w najczulsze punkty, a traktować go jak najlepszego przyjaciela, kogoś, komu powierza się największe tajemnice: Cokolwiek Mi powiedział Ojciec, wszystko wam przekazałem. Całą władzę, jaką mam, jaką dysponuję nad światem, nad kosmosem, nad wszystkimi przepaściami, w tej chwili wam przekazuję…

Tak ich traktował. Niebywałe. Jezus się wydaje w ich ręce. A jeżeli chcielibyśmy pójść za dosłownym stwierdzeniem, to Jezus się zdradza, jaki jest. Pokazuje się w całej rozciągłości, w całej pełni. Ten, który rządzi majestatami i ma majestat, jest Królem, ma wszystko pod sobą, pokazuje się w takiej pełni: myje brudne nogi i doświadcza głębokiego wstrząsu.

Jest ciemna noc – noc zdrady i opuszczenia: Wszyscy mnie zostawicie. Ale Ja nie jestem sam, jest ze Mną mój Ojciec. Ta noc staje się Wielką Nocą. Noc zdrady staje się Wielką Nocą. Tej nocy, w której był wydany, wziął chleb. Wydany przez kogo? – Przez tego, którego wybrał, który stał się przestępcą, który Go zdradził. Tej nocy, nie innej, w której był wydany.

Wydaje Go Judasz. Jezus to zapowiada. Ale Judasz nie wie, że w tych wszystkich sytuacjach, w których doznaje on rozczarowania Jezusem, w których wydaje, sprzedaje Syna Bożego, dokonuje się coś niebywałego – że te jego ręce przyjmuje sam Ojciec. Że z tego zła, które rodzi Judasz, Ojciec już robi dobro. Z momentu największej klęski Ojciec robi już największe zwycięstwo.

Jest to tak niebywałe, że tylko na kolanach o tym można mówić. Z ciemnej nocy powstaje największa światłość. Niebywałe. Duchu Święty, pomóż nam odkryć tę niebywałość, tę tajemnicę.

Judasz i inni uczniowie nie kojarzą prawdy, którą objawi św. Paweł w Liście do Rzymian: Kto wystąpi przeciw wybranym przez Boga? Przecież sam Bóg usprawiedliwia. Kto wystąpi z wyrokiem potępiającym? Przecież wstawia się za nami Chrystus Jezus. Jeśli Bóg przy nas, to któż przeciwko nam? On własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich. Dlaczego więc nie miałby nam ofiarować wszystkiego wraz z Nim?

Judasz, uczniowie nie widzą, o jakie wydanie tu chodzi i co z tego wydania, zdrady, winy się pojawi. Szczęśliwa wina.

Niebywałe jest też to, że słowo wydaje pojawia się również w prefacji o Matce Bożej: Wydała światu Światłość Przedwieczną, Jezusa. Wydała. Ojciec wydał, Maryja wydała, Judasz wydał. Niebywałe rzeczy. Nie wiedzą, zamroczyło ich umysły, nie mają świadomości, co takiego się dzieje, ale są przy Nim. Judasz Go pocałuje – tak blisko będzie. Bodajże jedyny raz Jezus powie do kogoś: Przyjacielu.

Niebywałe rzeczy. Niebywała tajemnica. Prośmy, żeby ogarnęła nas tajemnica, żeby Bóg strzegł nas przed chęcią zrozumienia tego, żeby nas pokonał tą tajemnicą, żebyśmy jej ulegli. Żebyśmy weszli w coś, czego nie rozumiemy, w coś, co w naszych rękach, w naszych oczach, odczuciach wydaje się klęską, jako kompletny bezsens: Bez sensu jest ta Ostatnia Wieczerza, wszystko Ci skopią, zepsują… Bez sensu jest to wydawanie się, wszystko Ci zepsują… Żebyśmy dali się pokonać i ogarnąć tajemnicy.

„Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. Myślę, że świetna jest intuicja ks. Marcina, że ci uczniowie jeden przez drugiego wiedzieli, że są do tego zdolni, że każdy z nich może Go zdradzić. Potencjalnie każdy z nich jest zdrajcą, stąd niepewność.

Zobaczmy – to też jest niesamowite – że jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Piotr zawsze wyskakiwał, zawsze mówił: Panie, jeśli to Ty jesteś, to każ mi iść po tej wodzie; Panie, rozbijemy trzy namioty… Tu Piotrowi zabrakło spontaniczności, szczerości, tego, w czym mógłby spotkać Boga. Dopiero za chwilę się obudzi. Ale tu też jest niepewny: Kurcze, coś wie na mój temat…

Niepewni są uczniowie jeden przez drugiego. Kto to jest? O kim mówi? Jan też odgrywa swoje, jakby nie mógł sam wpaść, aby Jezusa o to zapytać, tylko Piotr musiał go klepnąć, popchnąć do tego. Ale tutaj ujawnia się także prymat Piotra. Kiedy biegli z Piotrem do grobu – Piotr wszedł pierwszy.

Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan. Kto w niego wszedł? – Szatan. Zejdź mi z oczu, szatanie – usłyszał Piotr. Czy Piotr nie został pierwszym papieżem?

Są to tajemnice, które tak chcielibyśmy ogarnąć naszym rozumem, mieć je w garści, dysponować nimi, jak ciekawostkami, supernatchnieniami. Tajemnicy się ulega albo się ją profanuje. Nie ma innej opcji.

Jaki szatan wszedł w niego? – Ten szatan, który też do końca nie wie, o co chodzi. Na drzewie rajskim zwyciężył, na drzewie krzyża został pokonany. Tą samą bronią, którą zaatakował, został roztrzaskany. On też nie wie. Jeden z ojców Kościoła mówił, że szatan zbliżył się do kolejnego owocu miłości, jakim jest kolejny człowiek, chciał go zjeść, połknąć, pochłonąć, wprowadzić do otchłani, ale się złapał w pułapkę, bo nie sądził, że połyka życie, które go rozwali.

Jaki szatan wszedł w Judasza? Jaki szatan atakował, kusił? – Ten szatan, który został pokonany. Dokładnie ten szatan wszedł w Judasza – szatan, który został pokonany przez Jezusa.

Boże, jaka to tajemnica… W Judasza wszedł ten sam szatan, który został pokonany przez Jezusa. Nic się nie zmienia w miłości Jezusa do Judasza. Nic.

„Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Bo to tajemnica. Ale zaczęli sobie to tłumaczyć. To właśnie jest nasza pułapka – tłumaczyć tajemnicę. Nie ulec jej, tylko ją tłumaczyć. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim.

Ile my takich tajemnic rozwaliliśmy naszym tłumaczeniem, ile tajemnic pozbawiliśmy mocy działania względem nas naszymi chęciami zrozumienia, roztrzaskania, wyjaśnienia… Tajemnicy się ulega albo się ją profanuje.

On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc. Jaka noc? – Wielka Noc.

W tej prawdzie o Judaszu i o Piotrze wychodzi też przedsmak tego, co będzie się działo na krzyżu między dwoma łotrami a Jezusem. Wśród najbliższych współpracowników Jezusa już są dwaj łotrzy: Judasz i Piotr. I obydwaj mają przed sobą szansę stania się dobrym łotrem. W naszych kalkulacjach, za życia ziemskiego, tylko jeden stał się dobrym łotrem – Piotr. Jak wiemy, Piotr żałował i Judasz żałował. Oni szczerze żałowali. Judasz złożył wyznanie przez słowa arcykapłanom: Zgrzeszyłem wydając krew niewinną. Piotr złożył wyznanie nie przez słowa, ale gorzko zapłakał, gdy spojrzał na Jezusa.

Dwaj łotrzy byli przy Jezusie jeszcze przed ukrzyżowaniem.

Wydają. To musiało się wydać. Ma się też wydawać i z nas to, co siedzi w naszych sercach. A może to wychodzić z nas tylko wówczas, kiedy pozwolimy tajemnicy działania słowa nas pokonać, ogarnąć. Błagajmy Pana, żebyśmy nie umieli się Mu oprzeć, żeby tajemnica nas pokonała, żebyśmy ulegli tajemnicy. Żebyśmy się nie siłowali z tajemnicą, tylko pozwolili, żeby ona nas pokonała tak, jak pokonała Maryję, która wydawał na świat Jezusa. Jak się to stanie? Jak ma mnie ta tajemnica ogarnąć? Jak ja mam się poddać? – To jest pytanie. Jak się poddać tej tajemnicy nocy, zdrady, wydania Ciebie, która staje się Wielką Nocą? Jak się to stanie?

Zostaliśmy zaproszeni przez słowo do tego, aby się wydało.

Nie tak męczy nas nasze życie, jak to, jak je interpretujemy. To Bóg potrafi zinterpretować nasze życie we właściwym kluczu. Gdybyśmy wzięli dzisiaj pierwsze czytanie, które zasadniczo interpretuje się w odniesieniu do Mesjasza i zinterpretowali je jako słowo o Judaszu, to nie jest usprawiedliwianie czynu Judasza, ale nadawanie mu zupełnie innego znaczenia, o którym nie ma on bladego pojęcia.

Dziś Pan zaprasza nas, żeby się wydało w nas to, co w nas jest, żeby słowo przeniknęło nas do głębi, żeby na jaw wyszły zamysły naszych serc, żebyśmy się tego nie przerazili i broń Boże, żebyśmy nie interpretowali tego po swojemu, ale pozwolili, żeby Bóg to zinterpretował, żeby nadał znaczenie tym wydarzeniom, które są dla nas wydaniem, zdradą nowego sensu. Żeby w tej ciemnej nocy naszych zdrad, zabłysło światło tej interpretacji, że jest to Wielka Noc. Tylko Bóg może ze zła wyprowadzić cenne dobro.

Oby się nam to udało w te dni.

Ksiądz Leszek Starczewski