Drukuj

Dobre Słowo 25.03.2013 r. – Wielki Poniedziałek

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 26 marzec 2013

               Minuta na odnalezienie się

            W ostatnie dni przed Paschą spróbujmy potraktować nasze spotkania z Panem jako takie rekolekcje ostatniej minuty. Ich patronem niech będzie św. Dyzma, Dobry Łotr, który obejmuje ten patronat z dwóch powodów. Po pierwsze, jutro jest jego liturgiczne wspomnienie. Po drugie, on sam w ostatniej minucie załapał się na raj.

 

Dobre Słowo 25.03.2013 r. – Wielki Poniedziałek

Iz 42,1-7; Ps 27,1-3.13-14; J 12,1-11

                                               Minuta na odnalezienie się

            Jezu, módl się wciąż w nas w czasie przepowiadania, bo treści, które nam posyłasz, są piękne, pełne mocy, ale jeśli nie będą przez nas przemodlone, wyjdą nam bokiem. Spraw, aby trafiały głęboko do naszych serc, aby były drogą do spotkania z Tobą, odkrycia Ciebie w nowy sposób w tych okolicznościach, w których teraz jesteśmy.

            W ostatnie dni przed Paschą spróbujmy potraktować nasze spotkania z Panem jako takie rekolekcje ostatniej minuty. Ich patronem niech będzie św. Dyzma, Dobry Łotr, który obejmuje ten patronat z dwóch powodów. Po pierwsze, jutro jest jego liturgiczne wspomnienie. Po drugie, on sam w ostatniej minucie załapał się na raj.

Spróbujmy podczas tych minirekolekcji odnaleźć się przy Jezusie w obecnych okolicznościach życia, z tym stanem umysłu, serca, nastawieniem do świata, ludzi i życia, w jakim jesteśmy, bez żadnej korekty, bez retuszu, tak, jak próbowali odnaleźć się przy Jezusie ci, o których dziś w Ewangelii jest mowa. Ufajmy, na tyle, na ile potrafimy, że będzie to możliwe. Jakoś odnaleźć się przy Jezusie oznacza – odnaleźć się przy Nim szczerze, a szczerze nie zawsze oznacza prawdziwie, bo prawda jest czymś większym, niż szczerość. Przyjrzyjmy się tym osobom, które jakoś próbują odnaleźć się przy Jezusie.    

            Przychodzimy do Betanii, gdzie mieszka Łazarz. Jak odnajduje się Marta? Jak to Marta. Posługuje. Jest aktywna. Ktoś zauważył, że nie należałoby jej absolutnie czynić patronką aktywistek, feministek, bo to nie jest ten klimat. Ona odnajduje się w taki sposób przy Jezusie, usługuje Mu. Chce uszanować gościa. Chce spotkać Jezusa przez to, co czyni.

Łazarz, wręcz gwiazda nowej ewangelizacji, staje się dla arcykapłanów i faryzeuszy dowodem rzeczowym, który chcą usunąć. Dlaczego? Bo z jego powodu odłączyło się wielu od Żydów i uwierzyło w Jezusa. Łazarz to specyficzny znak sprzeciwu. Jest jednym z zasiadających z Nim przy stole. Spożywa przygotowaną na Jego cześć ucztę.

            Maria – ta znowu swoje. Zapatrzona w Jezusa, jest w swoim świecie, tak, jak każdy zakochany jest w swoim świecie. Patrzy na Niego przez pryzmat tych poruszeń serca, umysłu i ciała, na które jest w stanie się zdobyć . Ona tak Go szanuje, tak Go czci. Ciekawe, że ewangelista Mateusz zauważa, że ona namaściła Jezusowi głowę, a Jan mówi o namaszczeniu nóg. W psalmie czytamy: Namaszczasz mą głowę olejkiem. To oznaka ogromnej czci, jaką się chce komuś okazać. Maria aż tak nie potrafi, ona aż i tylko namaszcza nogi. Robi też coś przedziwnego: Namaściła Jezusowi nogi, a włosami je otarła. Jak mówią znawcy tamtych realiów, kobieta, która pokazałaby się publicznie w nieuczesanych włosach, dałaby wyraz temu, że się niemoralnie prowadzi. Wychodzi na to, że Maria kompletnie o to nie dba. Chce w tym swoim świecie i z tym swoim światem odnaleźć się przy Jezusie. Wybiera przedziwny sposób, bo 300 denarów, to opłaconych 300 dni pracy niewykwalifikowanego robotnika. Judaszowi można wierzyć, że dobrze przeliczył. To dużo pieniędzy. Tyle Maria wydała na olejek. To się kompletnie nie opłaca, ale warto. Są rzeczy, które kompletnie się nie opłacają, ale warto je podjąć. Maria, w szaleństwie miłości, nie patrząc na to, jak będzie postrzegana, ze swoim światem, z tym, co przeżywa, odnajduje się przy Jezusie.

            Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać, nierozerwalna w swej strukturze, w swym sensie konstrukcja zdaniowa i tematyczna – jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać. Judasz to nasz brat bliźniak. Też jesteśmy tymi, których Jezus wybiera, a jednocześnie tymi, którzy Go wydają. Judaszowi ma się opłacać. Jemu, w tych wszystkich obliczeniach, ma wyjść tak, żeby na tym zyskał. Judasz trzymał kasę apostołów.

Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli chcesz ocalić kogoś, kto ma ogromne pokusy do tego, by się przez taką czy inną słabość zniszczyć, to jednym ze sposobów, którym możesz oddziaływać na jego serce, jest to, żeby traktować go bez podejrzeń i z zaufaniem. Nie tak, jakbyśmy oczekiwali od niego najgorszego, ale tego, co najlepsze. Powierzyć mu pieniądze, obdarzyć go zaufaniem, nie skreślać go. Jeśli chcę odzyskać kogoś, to mam do niego się zwracać w języku dla niego zrozumiałym, w którym on jest dobry, nawet jak to bycie dobrym jest czymś straszliwie niebezpiecznym.

Judasz na swój sposób odnajduje się przy Jezusie. Wylicza pieniądze, jak zauważa ewangelista Jan, nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Odpowiedź Jezusa w Ewangelii Jana skierowana jest do niego, bo to on reaguje. U Mateusza obrywają wszyscy uczniowie. Wszyscy w relacji Mateusza naskakują na ową kobietę. W Księdze Powtórzonego Prawa 15, 11 jest taki zapis: Ponieważ ubogiego nigdy nie braknie w tym kraju, dlatego ci nakazuję, otwórz wspaniałomyślnie twoją rękę dla brata, który w twoim kraju popadł w ubóstwo i nędzę. Pobrzmiewają tutaj te słowa, w kontekście tego, co mówi Jezus: Ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie. Są okazje i sytuacje wyjątkowe. Wyjątkowy sposób okazania miłości właśnie się nadarza. Maria namaszcza ciało Jezusa w zapowiedzi pogrzebu. Sama pewnie nie wie do końca, że jest to proroctwo.

Mało tego, Mateusz mówi, że o tym zachowaniu będzie się mówiło, ilekroć będzie się wspominało tę Ewangelię. Tak samo, jak arcykapłan, kilka wersetów wcześniej, w 11 rozdziale, wypowiada proroctwo, o którym pojęcia nie ma: Lepiej, żeby jeden człowiek zginął za naród, niż cały naród przepadł.

To są te wyjątkowe sytuacje, wyjątkowe dni, abyśmy jakoś się przy Jezusie odnaleźli, nawet w ostatniej minucie. Jakoś, to znaczy na tym etapie, na którym jesteśmy. Wszystkie te postaci, które odnajdują się jakoś przy Jezusie, są dla nas zaproszeniem do refleksji. Jej celem niekoniecznie jest powiedzenie, że ja jestem w roli Judasza, Marii, Łazarza, Marty. Nie. Chodzi o to, by odnaleźć się w tym zestawie i na tym poziomie, na tym etapie doświadczeń, w którym jesteśmy. Niezmiernie ważne jest, żeby zapytać się: gdzie ja jestem? Nie chodzi o to, żeby odnaleźć się tak, jak powinno się odnaleźć przy Jezusie, ale tak, jak w tej chwili przy Nim jestem.

Gdzie ja jestem, w tych okolicznościach życia, w kontekście dnia dzisiejszego, gdzie ja jestem przy Jezusie? Z czym jestem? Nie odnaleźć się, jako jedyny, sprawiedliwy sędzia, który oceni siebie i powie, że jest w najgorszym położeniu, albo że nie jest za mną tak źle, albo że jest super. Gdzie ja jestem teraz przy Jezusie? To jest ogromne pragnienie Jego serca, żebyśmy odnaleźli się z Nim na tym poziomie szczerości, na który jesteśmy w stanie teraz się zdobyć. Tu i teraz. Tylko z tego poziomu można złapać z Nim kontakt. Mnożenie słów, rozważań, czytań, natchnień, modlitw będzie psu na budę, jeśli nie wypływają one z tego poziomu, na którym teraz jestem.

            Arcykapłani i faryzeusze pilnują dalej porządku. Boją się, oni się naprawdę boją, że może się znowu pojawić jakiś kwas wśród narodu, wśród tych, którzy wyznają Boga Jahwe. Tyle już historia ich nauczyła – łamiesz przymierze, łamiesz przepisy – niewola. Pobici, zmaltretowani. Oni naprawdę dbają o to, żeby to było czyste. Tak to teraz pojmują. Ciekawe, czy któryś z nich jest świętym? Jedno wiemy. Nic nie zmieniło się w miłości Jezusa do żadnej z tych osób, żadnej z tych grup. Nie wiemy, czy miłość Jezusa zmieniła kogoś z nich, ale nic nie zmieniło się w Jego miłości do nich.

            Prośmy zatem dobrego Pana, który dziś zaprasza do odnalezienia się przy Nim, aby nie tylko było to jakieś zadanie, które trzeba wykonać, czy trzeba odrzucić, ale żeby była to okazja do tego, by z Nim porozmawiać, by z Nim spotkać się w szczerości, która wcale nie musi być prawdziwa, ale jest momentem styku, spotkania, jakiekolwiek ono się nie okaże, niech się stanie, niech będzie.

            Święty Dyzmo, Dobry Łotrze z ostatniej minuty, pomóż nam, abyśmy my odnaleźli się przy Jezusie tak, jak potrafimy.

Ksiądz Leszek Starczewski