Dobre Słowo 15.03.2013 r. – piątek IV tydzień Wielkiego Postu

posted by: Ks. Wojciech Węgrzyniak
Poprawiono: 18 marzec 2013

              Czy Maksymilian Maria Kolbe naprawdę miał gorsze warunki do kochania bliźniego niż my? – No pewnie, że gorsze. Ja czasem mam wyrzuty sumienia, że narzekam na drugiego człowieka. Kiedy pomyślę o Maksymilianie, to wstyd przy nim narzekać. Co on miał powiedzieć: Zdenerwowałem się na Niemców... No nie, to były takie warunki, w których po ludzku wydawało się, że się nie da kochać i przebaczyć, a można tylko narzekać. Ale choć miał o wiele gorsze warunki niż ja, to jednak trzymanie się Jezusa sprawia, że to cierpienie jest jakieś inne.

 

Dobre Słowo 15.03.2013 r. – piątek IV tydzień Wielkiego Postu

Jr 20,10-13; Ps 18,2-7; J 6,63b.68b; J 10,31-42

 

Pismo Święte zawiera prawdy dla naszego zbawienia, czyli takie, które pozwalają nam się uwolnić od tego, co nas zniewala, być bardziej szczęśliwymi i zdrowymi. Dokumenty Kościoła i samo Pismo mówi jasno, po co jest Pismo. Doskonale wiemy, że Pismo Święte może być podstawką pod kwiatek, argumentem, żeby kogoś obrazić, sposobem na życie, jeśli ktoś jest biblistą i tak zarabia, ma taką pracę. Po prostu bardzo dużo rzeczy można zrobić z Pisma Świętego. Nawet można wyrwać kartkę i robić samolociki czy statki. Jest dużo funkcji Pisma Świętego, natomiast jedna jest właściwa – znaleźć prawdę dla zbawienia. Wiadomo, po co jest nóż, ale można nim sobie podłubać w nosie, chociaż on nie jest do tego. Dlaczego to mówię? – Dlatego, że zawsze, jak czytamy Pismo Święte, otwieramy je, jak medytujemy, jak mówimy kazanie, to musimy pamiętać: Ja chcę znaleźć prawdę, która mnie zbawi. Każdy inny cel może być, ale nie po to jest Pismo Święte, ono jest stworzone do tego, żeby człowieka zbawić.

Z czego może nas dzisiaj zbawić Biblia? Z czego może nas to słowo zbawić?

Księga Mądrości mówi o bezbożnych, którzy mają jakąś dziwną logikę: chcą ukarać czy zabić sprawiedliwego, żeby sprawdzić czy Pan Bóg rzeczywiście jest przy nim. Wydaje się, że ta logika jest w porządku, bo wypróbują, żeby zobaczyć, czy Bóg jest z nimi, czy też nie jest. Ale dwukrotnie mówi o tym autor, że oni mylnie rozumowali. Tak pomyśleli i pobłądzili, bo własna złość ich zaślepiła. Nie pojęli tajemnic Bożych. Co to znaczy? – To nie znaczy, że oni nie zrobili krzywdy temu sprawiedliwemu, ale oni nie pojęli, że nie dlatego zrobili mu krzywdę, że tego chcieli, tylko dlatego, że Bóg do tego dopuścił. Oni myśleli, że to oni robią krzywdę, a to nie oni ją robili. To nie Babilończycy zburzyli świątynię w Jerozolimie, ale to Bóg rękami Babilończyków zburzył świątynię w Jerozolimie. To nie antyklerykałowie walczą w Polsce, to nie Palikot walczy przeciwko Kościołowi, ale to Bóg ma taki plan, w którym wykorzystuje ludzi do sobie wiadomych celów.

Zaskakujące jest to w historii Izraela, że kiedy została zburzona świątynia jerozolimska, kiedy uprowadzono ich do niewoli, to – z punktu widzenia historycznego – oni powinni zostawić Boga Izraela, bo w starożytności Bóg, który przegrywał, nie był prawdziwym Bogiem. Przechodziło się na stronę Boga zwycięskiego. I wielu pewnie przeszło w Babilonii na stronę Marduka i innych bogów babilońskich, natomiast reszta Izraela odkryła: Nie, nie. To nieprawda, że babiloński bóg wygrał, oni wszyscy byli po prostu narzędziem w rękach Boga. Oni myśleli, że robią po swojemu, a to Bóg miał swój tajemny plan, który dopiero potem zostaje odkryty. O coś Panu Bogu chodziło.

Dlaczego to jest ważne? Z czego mnie to zbawia? – Zbawia mnie przede wszystkim od paniki: Ojejku… Krzyczą na mnie! Atakują mnie! Walczą! Jeśli Boga nie ma, to krzycz głośniej, może powstanie. Ale jeżeli jest, to czego się bać: Boże, jeżeli Ty pozwalasz, to co ja mam robić?

Przypomnę sytuację, kiedy Dawid ucieka przed synem Absalonem i Szimei, syn Gery, na stokach Góry Oliwnej zaczyna go przeklinać. Zawsze się przeklina tych, co są słabi. Wtedy każdy jest mądry. Z daleka to nawet małe psy szczekają. Kiedy Szimei przeklina Dawida, dowódca wojska chce mu za to ukręcić łeb, a Dawid mówi: Jeśli Bóg mu pozwala przeklinać, to dlaczego ja mam zabraniać.

Chodzi o to, żeby głęboko wierzyć w to, co jest pierwszą prawdą wiary, że to Pan Bóg jest wszechmogący. Naprawdę On jest wszechmogący. I On naprawdę jest. On stworzył ten świat i prędzej czy później poradzi sobie. Problemem jest to, po co to jest, dlaczego tak jest. Bezbożni mylnie rozumują, błądzą, własna złość ich zaślepi i w jakimś sensie można powiedzieć, że to się może dla nich źle skończyć. Natomiast myśleć, że Judasz pomieszał plany Boże, to nie rozumieć, że Bóg potrafi prowadzić wszystko swoimi ścieżkami. Daje mi to niesamowity pokój i pewność, że chociażbym przechodził przez ciemną dolinę – ja, wspólnota, Kościół, Polska, świat – to nie mam się czego lękać. Nie powinniśmy się niczego lękać, bo On jest z nami.

Pochylmy się teraz nad psalmem. Z czego mnie psalm wyzwala? – Psalm mówi ciekawe rzeczy: Pan zawsze bliski dla skruszonych w sercu. Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym. Pan słyszy wołających o pomoc i ratuje ich od wszelkiej udręki. Ale dalej mówi, że: Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy. Można by powiedzieć, że z punktu widzenia cierpienia nie ma różnicy, czy ktoś jest sprawiedliwy, czy nie. Nie ma żadnego wzoru na to, że ludzie wierzący mniej będą chorowali na raka, przeżywali mniej depresji, mniej nieszczęść w pracy, będzie mniej bezrobotnych. Okazuje się, że jak przyjdzie potop, to zaleje całą wioskę, nie wybierając tych, którzy chodzili do kościoła albo odmawiali litanię. Okazuje się, że z punktu widzenia cierpienia ludzkiego nie ma różnicy. Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy.

Ale gdzie jest różnica? – Różnica jest w tym, że jeśli ja jestem blisko Pana, czyli ja jestem sprawiedliwy, to On mnie z tego wybawi. To nie jest to, że ja proszę Pana Boga, żebym nie cierpiał, bo wiem, że nawet Syn Boży cierpiał na krzyżu, ale doskonale wiem, że jeżeli ja się będę trzymał Chrystusa na krzyżu, to stanę się dobrym łotrem, a nie złym. Z punktu widzenia jakościowego cierpienia dobry łotr cierpiał tak samo jak zły, obydwaj nieśli tak samo ciężki krzyż, zostali przybici tymi samymi gwoźdźmi, tak samo ich bolało, ale jeden przeklinał, a drugi był blisko Jezusa, chociaż fizycznie byli obydwaj tak samo blisko. Właśnie to zwrócenie się i bycie blisko Jezusa w cierpieniu sprawia, że nieszczęście, które jest obiektywnie takie samo jak innych, staje się pomostem czy bramą, punktem wyjścia do zbawienia.

Gdzie Franciszek Blachnicki zyskał wiarę? Gdzie on spotkał Boga osobowego? Mówiąc przekornie – czy na adoracji Najświętszego Sakramentu? – Nie. W celi śmierci, kiedy czekał na wyrok śmierci, kiedy wszystko było stracone, tam spotkał tak Boga, że do końca życia wiary nie stracił.

Czy Maksymilian Maria Kolbe naprawdę miał gorsze warunki do kochania bliźniego niż my? – No pewnie, że gorsze. Ja czasem mam wyrzuty sumienia, że narzekam na drugiego człowieka. Kiedy pomyślę o Maksymilianie, to wstyd przy nim narzekać. Co on miał powiedzieć: Zdenerwowałem się na Niemców... No nie, to były takie warunki, w których po ludzku wydawało się, że się nie da kochać i przebaczyć, a można tylko narzekać. Ale choć miał o wiele gorsze warunki niż ja, to jednak trzymanie się Jezusa sprawia, że to cierpienie jest jakieś inne.

Przypominam sobie takie wydarzenie. Wioska na Podhalu, prowadzę rekolekcje wielkopostne, idę z Komunią do chorych. To już ostatni dom, w którym leży sparaliżowana od paru lat prawie 90 - letnia kobieta. Byłem księdzem od dwóch lat. Chciałem jakoś zagadać, ale nie wiedziałem do końca jak i tak mówię do niej: Babciu, wy to chyba strasznie cierpicie? A ona tak leżąc na tym łóżku na wznak, mówi do mnie: Proszę księdza, jo to mało cierpię, ale Ten bidok – i na ile może, podnosi palec lekko do góry i pokazuje krucyfiks, który był naprzeciwko jej łóżka – Ten to się dopiero wycierpiał.

Z czego może mnie wyzwolić Ewangelia? – Tym, którzy walczyli z Jezusem brakło dwóch rzeczy. Po pierwsze brakło im wiedzy. Kapitalna jest tu z punktu widzenia literackiego tzw. ironia Janowa, kiedy oni mówią: Mesjasz ma się narodzić w Betlejem, a my wiemy, że Ty nie jesteś z Betlejem, więc się nie zgadza. My się śmiejemy i mówimy: Jak to? A skąd mieli wiedzieć? Wiedzieli, że Jezus pochodzi z Nazaretu. Nie mieli pewnej wiedzy, którą my mamy i ocenili Jezusa: Byłbyś Mesjaszem, ale nie jesteś z Betlejem. I jeszcze mówią: My wiemy, skąd pochodzisz. Mesjasz pochodzi skądinąd, ale my wiemy, skąd pochodzisz. Nie mają wiedzy i to powoduje, że źle oceniają Jezusa.

Druga rzecz, której nie mają, to miłości. Chcemy Cię po prostu zabić. Wiemy, że bez miłości człowiek źle oceni człowieka. Jeżeli nie kocham, to ja go skrzywdzę. A ocena jest po to, aby pomóc, a nie żeby zniszczyć.

Brakuje im dwóch fundamentalnych filarów: wiedzy i miłości. Co to znaczy? Z czego mnie to wyzwala? – Wyzwala mnie z moich dyskusji na temat spraw politycznych w Polsce. Jeżeli ja naprawdę nie kocham tego polityka, to go nie powinienem oceniać. Jeżeli nie znam, to nie powinienem oceniać. Jeżeli nie znam, a ocenię, to mogę kogoś w pewnym sensie zabić. Mogę być zły na kogoś, chociaż nie mam podstawowej wiedzy. Nie chcę wchodzić w sprawy trudne, np. Smoleńsk, ale kto z nas ma wiedzę? Kto z nas ma taką wiedzę, żeby powiedział jak ci faryzeusze: Wiemy na pewno. Bo jeżeli nie mamy wiedzy i na podstawie tej wiedzy chcemy jeszcze kogoś zabić duchowo, mentalnie, to zrobimy krzywdę. To nie znaczy, że nie mamy prawa dochodzić do wiedzy, tylko chodzi o to, żeby sobie powiedzieć: Jeśli nie znam, nie mam do końca wiedzy, to nie mogę oceniać, bo po prostu kogoś skrzywdzę. A jeśli się okaże, że to nie była prawda, to jak ja stanę przed Panem Bogiem jako chrześcijanin? Co mi Pan Bóg powie? - Nie miałeś co robić przez ostatnie trzy lata? Byłeś w Kanionie Kolorado? Widziałeś żuki, biedronki? Przejedź się do Ziemi Świętej. Nie miałeś co robić? To się tym zajmij profesjonalnie. A jeśli się nie znasz, to nie osądzaj, bo możesz kogoś skrzywdzić.

Wiedza i miłość – to dwa filary pozwalające mi cokolwiek powiedzieć. Natomiast jeśli ich nie mam, to mogę kogoś skrzywdzić. I muszę o tym pamiętać, kiedy mam ochotę kogoś ocenić, skazać, wejść w dyskusję jak dzieci w piaskownicy, bo to mnie wyzwala z przymusu dyskutowania na każdy temat. Nie, dziękuję. Po pierwsze się nie znam. Po drugie nie kocham. Niech cię ocenia ktoś, kto cię kocha, bo cię skrzywdzę. Jest 7 miliardów ludzi na świecie i choćbyśmy żyli nie wiem ile lat, to nie poznamy wszystkich. Trzeba sobie powiedzieć: Spokojnie. Większości ludzi nigdy nie poznam. Czasem trzeba niektórych zignorować, nie przejmować się. Mamy kilkanaście osób na świecie, które są bliskie, kilkadziesiąt, które są dalej bliskie, tysiąc czy dwa, które znamy z imienia, z nimi się żyje, stara się.

Walczmy oczywiście zawsze o prawdę, ale trzeba dać sobie pokój serca i powiedzieć: Jeśli nie wiem, jeśli nie kocham, nie chcę oceniać, bo zrobię krzywdę. Jakie to jest bardzo mądre u lekarzy: jeśli nie wiedzą, na co ktoś choruje, to nie robią operacji tylko dlatego, żeby im zapłacili. Jak nie wiem, to się nie zabieram za pacjenta: Na wszelki wypadek nerkę wytniemy, żeby nie powiedzieli, że nic nie robimy. Jeśli nie wiem i nie kocham, nie zabieram się do oceny, bo zrobię krzywdę.

A przecież jest ta podstawowa zasada: Co chcecie, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Nie chcę, żeby mnie ktoś skrzywdził, dlatego proszę Cię, Panie, żebym ja również innych nie krzywdził.

Ksiądz Wojciech Węgrzyniak