Dobre Słowo 10.02.2013 r.

posted by: Leszek Starczewski
Poprawiono: 10 luty 2013

 

Dobre Słowo 10.02.2013 r. – V niedziela zwykła C

Iz 6,1-2a.3-8; Ps 138,1-5.7-8; 1 Kor 15,1-11; Mt 4,19; Łk 5,1-11

                                                      Zapracowany

            Duchu Święty, spraw, abyśmy słuchając słowa Jezusa, dostąpili głębokiego umocnienia naszych umysłów i serc, abyśmy nie uwierzyli na próżno i nie byli słuchaczami oszukującymi samych siebie.

            Nie wiem, czy to jest anegdota, czy nie, ale słyszałem kiedyś od pewnego księdza proboszcza, że na jednej parafii były widoczne braki duszpasterskiej działalności. Nie było ani wspólnot, ani grup modlitewnych. Ksiądz biskup bardzo zafrapowany, zmartwiony tą sytuacją, postanowił wysłać tam księdza, o którym słyszał, że jest dość aktywny duszpastersko. Po jakimś czasie, kiedy wizytował parafię, zauważył, że bardzo się zmieniła na lepsze. Po posiłku, na plebani, mówi do księdza: Chcę przyznać, że zauważam zmiany i jestem pełen podziwu dla współpracy księdza z Duchem Świętym na tej parafii. Ksiądz odpowiada: Ekscelencjo, żeby ekscelencja widział, co tu było, kiedy Duch Święty sam musiał pracować!

            W dzisiejszym słowie pojawiają się trzy ważne tematy, które próbują zapukać do naszych serc: związane z łaską, grzechem i słowem.

Powyższy przykład nasunął mi się, kiedy usłyszałem słowa św. Pawła: Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.

Rzeczywiście, na plan pierwszy dzisiejszych rozważań wysuwa się temat łaski. Stary Testament mówi o łasce, ale mówi też o chwale Boga. Takie pojęcia wydają się zupełnie historyczne, abstrakcyjne, czy teologiczne, ale w prostocie swojej oznaczają życzliwą obecność Boga, który pragnie rozmawiać, wchodzić w dialog z człowiekiem, żeby umacniać go w tym, co w jego sercu jest słabe i oczyszczać z tego, co sprawia, że nie odbiera życia jako daru. Nie czerpie z życia pełnymi garściami tak, jak chce Bóg. Przyszedłem, abyście życie mieli i mieli je w obfitości, mówi Jezus. Łaska jest tak naczelnym tematem, że stanowi wyzwanie na te najbliższe dni, bo dziś w kolekcie słyszymy: Wszechmogący Boże, strzeż nieustannie swojej rodziny z ojcowską dobrocią, a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, otaczaj nas zawsze swoją opieką. Łaska niebieska to obecność Boga. Święty Paweł przyznaje, że jeżeli cokolwiek dobrego się stało, to dzięki temu, że współpracował z łaską Bożą, a dosłownie – łaska Boża z nim współpracowała.

            Słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, że prorok Izajasz przeraził się tym, co zobaczył. To, co go spotkało, ma miejsce wtedy, kiedy idzie on do świątyni, zatrzymuje się na adorację. Doświadcza wtedy niesamowitej bliskości Boga. To wszystko sprawia, że staje się uzdolniony do podjęcia zadań, obowiązków życia. Pierwszy wniosek mówi, że jesteśmy nieustannie zapraszani do tego, by spotykać się z życzliwą obecnością Boga, żeby w Bogu widzieć kogoś bardzo przychylnie nam nastawionego, kto ma pogodne oblicze, zupełnie przewyższa oczekiwania i nasze wyobrażenia. Nawet jeśli mamy doświadczenie pięknej przyjaźni, miłości, życzliwości, to ona zawsze po ludzku jest naznaczona chwilami niezrozumienia, odrzucenia. A w przypadku Boga? Bóg zawsze jest nam życzliwy. Zawsze przerasta nasze wyobrażenia. Zawsze jest gotowy jako pierwszy, już w momencie, kiedy upadamy, nie roztrząsać tego, że upadliśmy, tylko szukać sposobu, żeby nas wyciągnąć, zmotywować, by iść dalej. Tak się przedstawia Bóg. Dlatego czerpać łaskę, to znaczy zatrzymać się przy Bogu. Jan Paweł II w Tryptyku Rzymskim mówi: Zatrzymaj się. To przemijanie ma sens. Zatrzymaj się. Bez zatrzymania się przy Bogu wiara będzie tylko teorią, która trzeba, jak w przypadku wielu bierzmowanych, czy dzieci pierwszokomunijnych, zaliczyć w formie pytań, czy wykuć na pamięć. Nic więcej. A przecież Bóg jest życzliwie nastawiony – z łaską, z pomocą w każdej okoliczności.

            Druga prawda dotyczy świadomości grzechu, czyli tego, że nie dam rady, że wiele rzeczy mnie przerasta, że jestem zgubiony, jak mówi prorok Izajasz. Ta świadomość jest niesamowita, bo przewija się przez wszystkie czytania. Prorok Izajasz doświadcza bliskości Boga, który staje przed nim i chce go do czegoś posłać, uzdolnić i nawet pyta w takiej refleksji: Kogo mam posłać? Kto przybliży moją życzliwość ludziom? Kto by Nam poszedł? Izajasz doznaje wielkiego wstrząsu i odpowiada: Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Izajasz ma zdrową świadomość tego, że jest ograniczony.

Tę samą świadomość ma Paweł, który nosząc w pamięci to, jak prześladował chrześcijan, mówi, że tak naprawdę jest najmniejszy ze wszystkich apostołów, niegodzien zwać się apostołem. Swą głęboką świadomość wyraża we wstrząsającym obrazie: Jezus ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Wyczuwa się od razu, że to nie jest niezdrowa świadomość swojego grzechu. On się tym nie dobija. Jego to nie wycofuje, tylko tym bardziej sprawia, że, jak powie w innym miejscu: Zdobyty przez Boga biegnę, by Go ciągle zdobywać, by najpierw zabiegać o relację z Nim, a resztę On ułoży.

Psalmista wyraża to tak: Pan za mnie wszystkiego dokona. Dlaczego? Bo pomnoży moc mojej duszy. Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem, pomnożyłeś moc mojej duszy. Jeśli zabiega o bliskość z Bogiem, ma świadomość swoich ograniczoności, ale to nie sprawia, że mu ręce opadają i mówi: Do widzenia, tylko: On mnie umocni. Łaska Boża ze mną.

Jak słyszymy, Piotr całą noc pracuje w swojej firmie rybackiej, a dochodów żadnych. Całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Bankructwo firmy. Kiedy za chwilę Jezus przedstawi zaproszenie, Piotr powie: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” – tak, jakby chciał przedstawić Jezusowi tę świadomość i powiedzieć: Jezu, Ty wiesz, z kim się spotykasz, kogo powołujesz, do kogo mówisz? Ma zdrową świadomość grzechu, swoich słabości. Jak wiemy, po drodze będzie mnóstwo takich momentów, kiedy wyprze się Jezusa, ale gorzko zapłacze. To była zdrowa świadomość. Piotr wróci, będzie wracał. Jak podaje Sienkiewicz, wszyscy powiedzą: Piotrze, uciekaj z Rzymu, bo przecież nie może umrzeć następca Jezusa. Jezus mu się ukaże. Piotr zapyta: Quo vadis, Domine? – Idę oddać życie, bo ty uciekasz. Piotr ciągle będzie wracał, do końca życia. Wreszcie odda życie za Jezusa. Ale wciąż ma zdrową świadomość grzeszności.

            Można mieć też niezdrową świadomość swojego grzechu i słabości. Wtedy człowiek skupia się na sobie i na swojej słabości. Może wyprzeć tę słabość z siebie i mówić na swój temat rzeczy nieprawdziwe, przeceniać swoje możliwości, wymagać od siebie więcej, niż potrafi, czyli, jak mówią młodzi – zajeździ się.

            Może też tak się skupić na swoich słabościach – co jest chore – że w ogóle nie będzie się widziało, że Bóg chce z nich wyprowadzić, tylko cały czas będzie się samemu dobijało i szukało towarzystwa, które będzie się nad człowiekiem pochylało, litowało, przyznawało rację. To jest niezdrowa świadomość swoich słabości, ograniczeń i grzechów – tak opowiadać o sobie, żeby się znalazła grupa, która powie: Najnieszczęśliwsza żona w kraju, to ty. Najnieszczęśliwszy mąż to ty. Najnieszczęśliwsze dzieci to wy. To jest niezdrowe.

            Trzeci, ostatni motyw, odpowiada na dwa pierwsze. Co zrobić, żeby współpracować z Bożą łaską, żeby mieć zdrową świadomość swoich grzechów? Paweł podpowiada: Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem. – Słowo Boga. Chodzi o posłuszeństwo słowu Boga. Kiedy Piotr ocenił swoje możliwości, usłyszał od Jezusa: Wypłyń na głębię, Piotrze. – Całą noc nic się nie udało, ale na Twoje słowo wypłynę. Tu zachęcałbym do tego, by zapytać samego siebie: Kiedy udało nam się ostatni raz, oceniając swoje możliwości, po pierwsze czytać słowo Boże, a po drugie, usłyszawszy konkretne wskazanie, powiedzieć: Po mojemu to nie wyjdzie, ale na Twoje słowo zrobię to, bo tak mówi Pismo Święte, tak mówi Ewangelia. Zrobię to. Wtedy słowo działa. Po mojemu – bez sensu, ujma wielka, korona z głowy mi spadnie, jak kolejny raz, siedemdziesiąty ósmy, wyciągnę rękę w mojej rodzinie, relacjach. Spadnie mi korona z głowy, ale na Twoje słowo, zrobię to. Chodzi o posłuszeństwo słowu Boga.

            Kiedy Piotr jest posłuszny słowu Boga, okazuje się, że nie tylko sam na tym zyskuje, ale zyskują także inni. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Trzeba być albo zaślepionym, albo superwypasionym egoistą, żeby myśleć, że słuchanie i rozważanie słowa Bożego, czy przychodzenie na Eucharystie, przyjmowanie Komunii Świętej jest tylko dla nas, dla mnie osobiści. Dziś chce do nas dotrzeć, że jeśli posłucham słowa Boga, to bardzo skorzystają na tym też inni.

Ewangelista Łukasz, w przeciwieństwie do Marka i Mateusza, nie skupia się na powołaniu uczniów – to jest tak jakby pochodna. Skupia się na mocy słowa. To Jezus głosi słowo i to na słowo Jezusa zarzucają sieci. Chodzi o posłuszeństwo słowu, bo my, chrześcijanie, będziemy mieć siłę do życia tylko w jednej sytuacji, pod jednym wymogiem: jeśli będziemy słuchać słowa i posługiwać słowem. To nie jest tylko księdza zadanie. Posługiwanie słowem zostało tak mocno zabezpieczone przez Jezusa, że kiedy Jezus widzi, jak faryzeusze, arcykapłani parodiują nauczanie, bo mówią co innego, a inaczej żyją, mówi do ludzi: Słów ich słuchajcie. Niech was to nie zwalnia, że są jakieś skandale. Łatwo się usprawiedliwić, jak się zobaczy kogoś, kto parodiuje wiarę: Jak ona jest taka i jeszcze do kościoła chodzi, to ja nie będę chodził. Słów słuchajcie, a uczynków nie naśladujcie.

            Ksiądz Leszek Starczewski