O rybaku i... - V nd zwykła C

posted by: Basia i Romek
Poprawiono: 09 luty 2013

O rybaku i...

Rybak to nie taki znów częsty widok w Palestynie. Tamtejsze morze to właściwie jezioro, a cała reszta terytorium bardziej przypomina góry i pustynie niż wybrzeże. Znaczenie morza jako żywiołu, którego człowiek nie jest w stanie ogarnąć, jest w dzisiejszej Ewangelii kluczowe.

            Rybak to ktoś, kto musi wypłynąć w morze. Zostawić stały ląd. Oprzeć się tylko na deskach chybotliwego pokładu, cały czas uważać, gdzie stawia stopę, ciągle balansować, żeby nie stracić równowagi. I tak stojąc, rzuca sieci. Rzuca uważając, żeby sieć go nie pociągnęła – i żeby jej nie puścić. Każdy inny zawód jest o tyle bezpieczny, że ma się pod stopami ziemię dającą oparcie, będącą czymś stałym, na czym da się oprzeć stopę. Rybak ma inaczej. Obcuje z żywiołem, który nie daje oparcia, nad którym nie można zapanować. Wypływa w żywioł i nie ma pojęcia czy coś złowi, czy nie.

 

Nie wie. Rolnik wie, czego się spodziewać i kiedy wyjść w pole. Rybak patrzy na horyzont, oblicza, jak daleko może wypłynąć, ocenia pogodę czy nie idzie burza. I cały czas ma świadomość, że pod nim jest tyle wody, że jak wpadnie, może tego nikt nie zauważyć. Dlatego ciągle musi uważać.

I tak się jakoś składa, że Jezus nie powoływał rolników, pasterzy, ale wśród apostołów najwięcej było właśnie rybaków. Jakby miał do nich jakąś słabość. Albo jakby byli wymarzonym materiałem na apostołów – po prostu cały czas na krawędzi, w niebezpieczeństwie.

Bo głoszenie Ewangelii to nie jest niedzielna szkółka czy imieniny u cioci. Jeśli ktoś ma być apostołem, jak święty Paweł, musi wyruszyć, zostawić za sobą wszystko, co zapewnia mu spokój, i iść do ludzi w nieznane. Często w niebezpieczeństwo, spotykając się z zagrożeniami życia, zdrowia – i posądzeniem o brak zdrowego rozsądku.

Może dziś ktoś ewangelizuje zza biurka, głosi Ewangelię na stadionach, jednak sprawdzianem prawdziwości tej nauki jest jego zachowanie w chwili wyszydzenia, w więzieniu, wśród wyrzutków.

Nikt nie ma powołania do bogactwa i świętego spokoju. Całe nasze marzenia, że jeszcze tylko uporam się z tym problemem, pokonam ten grzech, tę słabość i już, to bzdury. Jesteśmy wezwani do głoszenia Ewangelii, więc trzeba wyruszać w świat, całą siłę opierając tylko na Tym, który posłał.

Może powołanie Piotra – Wypłyń na głębię – to był test. Test nie wiary czy posłuszeństwa, ale odwagi. Bo bycie świadomym chrześcijaninem wymaga odwagi. Nieustannej. Każda chwila słabości i zawahania to – plusk i ląduję tam, gdzie ci, których mam ratować.

Testem Piotra nie była znajomość prawa żydowskiego, pobożność czy jakiekolwiek zdolności.

Zdał test z odwagi, więc nadaje się na apostoła. Tylko takiego można posłać, bo tylko taki pokaże, jaką siłą jest Ten, który go posłał.