Dobre Słowo od Was IV NDZ. Zw. "C"

posted by: Basia i Romek Rabajczykowie
Poprawiono: 02 luty 2013

Nie tak miało być!

Chyba każdy lubi być chwalony. I nie ma w tym nic złego, że szukamy potwierdzenia swojej wartości w oczach innych – czy to za nasze czyny, czy zdolności.

            Pewnie dlatego raczej trudno nam krytykować bliskich, czy wprost wykazać ich winę. A czasem trzeba powiedzieć coś niemiłego. Tylko jak to zrobić, żeby nie było takie nieprzyjemne albo żeby on sobie nie pomyślał...

 

            W takiej sytuacji widzimy dziś proroka Jeremiasza. Ma mówić swojemu narodowi rzeczy przykre i nieprzyjemne. Ma być prorokiem zagłady. Na pewno nie jest mile widziany. Ziomkowie przepędzają go i wyrzucają z miasta. Dlaczego nie błogosławi? Czemu nie chwali, tylko zarzuca niewierność? W efekcie ci, do których mówi, którzy są tu najważniejsi – bo przecież o nich chodzi – stają się jego wrogami.

            Dokładnie to samo dzieje się z Jezusem i Jego słuchaczami. Jezus mówi wprost, że żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Daje przykłady gorszące dla pobożnego Żyda, ukazujące, że tak jakby Bóg „wolał” pogan – wdowę z Sarepty i Syryjczyka Naamana – a ich omijał ze swą łaską. Widać można tak się zafiksować we własnej pobożności, że nawet znaki Bożego działania są gorszące! Bo nie tak miało być!

            Przyjemne to na pewno nie było. Pewnie ja też bym sobie zatkał uszy i wybrał takiego proroka, który mówi rzeczy miłe i przyjemne dla ucha. Chwali moje postępy w wierze. Kiwa ze zrozumieniem głową, gdy porównuję się z mało sympatycznym sąsiadem i potwierdza moje prawo do wysokiej oceny moralnej. Tymczasem wiara niekoniecznie równa się moralność. Moralni i „przepisowi” wierzący chcieli Jezusa zepchnąć z góry, ukamienować, ciągle coś knuli, żeby tylko przestał im się wtrącać do uporządkowanej „religijności”. A grzesznicy, poganie, prostytutki i inne typy spod ciemnej gwiazdy całowali Mu stopy, otwierając popękane i zbrukane serca.

            Tylko dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ci, do których skierowane jest słowo, wcale nie chcą go słuchać? Co więcej – stają się zaciekłymi wrogami Tego, który je głosi?

Chyba jest tak, że jeśli słowa nie spotykają się ze sprzeciwem, jeśli nie potrząsną człowiekiem – to może znaczyć, że są nieszczere. Albo prorok się obija, albo wcale nie głosi prawdy.

            Dlaczego więc trzeba czasem mówić te słowa, które ranią i bolą? Święty Paweł odpowiada: z miłości. A o miłości jedno można powiedzieć na pewno: miłość boli. Prawdziwa miłości boli, bo więcej daje, niż żąda. Bardziej dba o tego, kogo kocha, niż o siebie. Może zapomnieć o sobie dla dobra drugiego. I dlatego w trosce o dobro trzeba mówić rzeczy także przykre. Dla większego dobra.

            Nauczeni jesteśmy z filmów, że „miłość to takie piękne uczucie”, motyle w brzuchu i romantyczne zachody słońca. Ale jak daleko zajedzie się na zakochaniu? Może więc pora zdefiniować miłość – za Benedyktem XVI – jako troskę o rozwój dobra w drugim człowieku.

            I tak jak w trosce o dzieci nie karmimy ich cukierkami, tak i nas nie spotykają tylko sukcesy i nagrody. A prawdziwą mądrością jest podziękować za każde słowa krytyki, zwłaszcza tej niezasłużonej. W końcu właśnie w tym możemy być podobni do Jezusa.